Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 742 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Przymierzmy się do gwiazd...

czwartek, 26 lipca 2007 13:25

Widziałem, jak w Międzyzdrojach wczasowicze przymierzają swoje dłonie do odciśniętych w betonowych chodnikach Alei Gwiazd dłoni sławnych polskich aktorów. Widziałem jak turyści robią to samo na Hollywood Boulevard przed legendarnym kinem Chinese Theatre. Na okładce książki Jolanty Fajkowskiej „Autografy” widać nawet jak znana telewizyjna dziennikarka przymierza się do odcisków Sophii Loren i Marilyn Monroe (ma trochę szczuplejsze palce). Dlaczego nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby zrobić coś takiego? Przecież też tam byłem. Gdyby tak przymierzyć na przykład swoją stopę do odcisku buta Gregory’ego Pecka? Albo Arnolda Schwarzeneggera?? Pewnie okazałoby się, że mam większy numer (44)!

Co do Schwarzeneggera to jestem nawet tego pewien, bo kiedyś zderzyłem się z nim w drzwiach festiwalowego kina w Los Angeles. Biegłem spóźniony na pokaz filmu, który on wyreżyserował (”Christmas in Connecticut”), a on przywitawszy grzecznie widzów przed projekcją wychodził na jakieś kolejne spotkanie. Zderzyliśmy się z takim impetem, że potknął się i zatoczył jakby miał upaść. Nie zdziwiłem się wcale bo był drobniejszy ode mnie i raczej niewysoki. Dopiero, gdy wokół zabłysły flesze paparazzi, zainteresowałem się tym, kogo omal nie przewróciłem… To był sam Arnold (wtedy jeszcze nie gubernator)! Uśmiechnąłem się pod nosem – mam 190 cm wzrostu, a on podobno 183 – ale jakoś mi się nie wydaje J

Przeprosiliśmy się uprzejmie, pobiegłem na salę projekcyjną, obejrzałem film, napisałem przychylną recenzję (ale bez przesady). Nigdy więcej do żadnej gwiazdy nawet niechcący się nie przymierzałem. Aż odkryłem niespodziewane podobieństwo… Nie uwierzycie z kim…. Z Madonną! Przecież nie śpiewam, ani nie występuję w filmach (bo powiedzieć o Madonnie, że gra to jednak byłaby przesada), nie jestem właścicielem firmy płytowej, ani żadną gwiazdą showbiznesu. Co więc możemy mieć wspólnego?

A jednak jest coś takiego! I Madonnę i mnie wyrzucono kiedyś z pracy w piekarni! Ona pracowała w Dunkin’ Donat a ja w The Baker’s Oven. Oboje napełnialiśmy marmoladą pączki i oboje… opryskaliśmy tą marmoladą klientów. Konsekwencje były też takie same! Chcecie wiedzieć jak to się stało? Odpowiem za siebie, ale jestem przekonany, że w przypadku Madonny (młodszej ode mnie zaledwie o 10 miesięcy) mogło być podobnie, bo zdaje się pracowaliśmy w podobnym czasie na podobnym sprzęcie. Otóż w krajach anglosaskich pączki napełnia się marmoladą, nabijając je na zakończoną dwiema skierowanymi w przeciwne strony rurkami pompkę. W środku pompki jest zamiast powietrza słodkie nadzienie a technika pompowania identyczna z tą stosowaną w pompce do materaców dmuchanych oraz rowerowych i samochodowych opon: naciska się na uchwyt z góry na dół a zawartość pojemnika wtryskiwana jest pod ciśnieniem w tym wypadku do pączków. Wszystko jest dobrze dopóki do dyspozycji mamy zawsze dwa pączki. Co jednak zrobić jeśli zostaje tylko jeden? Wtedy może się zdarzyć, że marmolada z drugiej rurki wytryśnie pod ciśnieniem i poleci daleko…  na przykład na sukienkę przyglądającej się tej czynności zza lady wygłodniałej klientki. No i nieszczęście gotowe!

Ale dość z tym przymierzaniem. Dość wakacyjnej próżności! I tak przecież wiadomo, że gwiazdom nigdy nie dorównamy. Jedyna pociecha, że i gwiazdy mają potrzebę przymierzania się do poprzedników/poprzedniczek. Wspomniana już Madonna wykupiła sobie miejsce na cmentarzu obok grobu Marilyn Monroe, żeby wiecznie być razem. Kiedyś to będzie dopiero porównywanie…
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Kręte ścieżki w kinie...

czwartek, 19 lipca 2007 14:42

Zauważyłem nowe zjawisko: młodzież kolonijna przyprowadzana przez opiekunów do kinowych multipleksów migruje w czasie seansów z sali do sali. Początkowo grzecznie ogląda to, o co chodziło wychowawcom potem zaś zaczyna przemieszczać się pod pozorem wyjścia do toalety. Natychmiast po wyjściu na korytarz błyskają wyświetlacze telefonów komórkowych uciekinierów, którzy za pomocą sms–ów (dochodzą nawet tam, gdzie brakuje zasięgu dla normalnej rozmowy) ustalają gdzie znajduje się punkt zborny. Zwykle jest nim sala kinowa, w której grany jest jakiś ambitny, stosunkowo mało popularny film. Tam właśnie natykam się zwykle na emigrantów! Wchodzą nagle w środku filmu, sznurkiem, idą śmiało do tylnych rzędów cały czas głośno rozmawiając i wysyłając sms-y wzywające kolegów pozostających jeszcze pod nadzorem opiekunów. Potem dzielą się na grupki, czasem pary. W parach robią to, co się zwykle robi, gdy ludzie wybierają się do kina, a nie na film. W sali z ambitnym filmem słychać wtedy głośne cmokanie. A potem dostają sms-a od tych, którzy zostali na czatach na tym właściwym filmie, że właśnie lecą napisy i… nagle wychodzą.

I niech mi teraz ktoś powie, że multipleksy nie są spoko albo cool! Oczywiście, że są! A to że ułatwiają odrobinę oszustwa w kontakcie ze sztuką? No to co, przecież film to jedno wielkie udawanie: od scenariusza i dekoracji aż po osobowości gwiazd, w których prawie wszystko zostało zmyślone i opracowane ku większemu zaciekawieniu widzów.

Nawet nazwiska gwiazd. Taka na przykład Marilyn Monroe nazywała się przecież naprawdę – Norma Jean Mortenson. Albo gwiazda komedii lat 60., Doris Day, która w dowodzie miała wpisane prawdziwe arystokratyczne nazwisko Doris von Kappelhoff…

Jennifer Aniston ukrywa przed nami, że jest z pochodzenia Greczynką i nazywa się - Jennifer Anistonopoulos. Tylko Madonna wcale nie szachruje: ona naprawdę nosi imię Madonna, nadane jej na chrzcie razem z drugim i trzecim imieniem – Louise Veronica Ciccone.

Gdy kiedyś oburzałem się, że tyle w filmach oszustwa i zmyślenia, że czyni to opowiadane historie nieprawdopodobnymi, wielki Zygmunt Kałużyński śmiał się ze mnie: przecież to kino a nie życie, niby dlaczego nie miałoby tu być ciekawiej niż w rzeczywistości?!

Miał rację. Bakcyla filmowej fikcji można złapać w każdym momencie życia i zawsze warto wtedy uciec w świat iluzji, dać sobie spokój ze srogimi minami i realizowaniem wcześniej wytyczonych planów. Niech poniesie nas wyobraźnia – może doprowadzi nas do naszej własnej bajki? Tak było przecież w przypadku wielu interesujących osób, które dały się uwieść kinu i stały się potem jego gwiazdami. Kto wie jak wyglądałoby życie Jacka Lemmona („Pół żartem pół serio”), pianisty w muzycznym pubie, gdyby nie naoglądał się filmów? A Jacka Nicholsona? Może nadal sortowałby listy w fanklubie „Toma i Jerry’ego”… A Sylvestra Stallone? Pracowałby nadal w salonie kosmetycznym? Ejże! J A Elvisa Presleya? Pozostałby kierowcą ciężarówki? A Ronalda Reagana? Tu odpowiedź byłaby trudniejsza: przecież zanim został aktorem a potem prezydentem USA, był po prostu ochroniarzem…

Chyba rację miał Kałużyński: w kinie dobrze jest zapomnieć o codziennym życiu i pofolgować swoim marzeniom – przymierzyć się do różnych historii, sprawdzić różne scenariusze. Kto wie, może pisane nam jest coś więcej niż się spodziewaliśmy?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  311 379  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Tomasz Raczek - krytyk filmowy, publicysta, wydawca oraz autor programów radiowych i telewizyjnych. Ukończył wydział wiedzy o teatrze w warszawskiej Akademii Teatralnej. Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w tv, jak i drukowanych w prasie i książkach. Laureat "Wiktora" oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej (m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).
Publikował na łamach "Rzeczpospolitej", "Polityki", "Teatru", "Kina", "The European", "The Montreal Gazette", "Wprost".
Jest autorem książek "Karuzela z idolami", "Pies na telewizję", "Karuzela z madonnami", "Karuzela z herosami" oraz napisanych wspólnie z Zygmuntem Kałużyńskim: "Perłowej ruletki", "Poławiaczy pereł", "Pereł do lamusa" i pięciotomowego leksykonu filmowego "Perły kina".+
Prowadzi własne wydawnictwo książkowe Latarnik, zajmujące się wydawaniem książek o mediach i pisanych przez ludzi mediów.
www.latarnik.com.pl

Zaproszenie

Mamy zaszczyt zaprosić Państwa na Ring Medialny z udziałem Tomasza Raczka organizowany przez słuchaczy Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR na Uniwersytecie Wrocławskim, który odbędzie się 4 kwietnia 2009 o godz. 15:50 w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej (ul. Joliot Curie 15, Wrocław). „Ringi medialne” to cykl otwartych spotkań, które dają szansę studentom oraz wszystkim zainteresowanym na spotkanie ze znamienitymi gośćmi ze świata mediów, polityki i nauki. W poprzednich edycjach Ringów w narożniku zostali postawieni m.in. Monika Jaruzelska, Monika Luft, Janina Paradowska, Dariusz Doliński, Maciej Sowiński, Sławomir Piechota, Jarosław Duda, Piotr Pytlakowski. W tegorocznej edycji, oprócz Tomasza Raczka, odpierać ciosy będą: Łukasz Grass, Magdalena Środa, Tomasz Siekielski i Andrzej Morozowski. Organizacja Ringów, ich oprawy oraz promocji, za którą odpowiedzialni są Słuchacze Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR, jest jednocześnie szansą na realizację projektu dużego eventu i jednym z elementów wymaganych do otrzymania dyplomu.

Polecamy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 311379

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Wizytówka


http://pu.i.wp.pl/?k=NDAxMTQ5NDAsNDkyODM4&f=Closeup.jpg

Lubię to