Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 742 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Powrót do Brideshead: arystokratka w moherowym berecie

wtorek, 24 marca 2009 10:48
Trudno o dzieło tak antykatolickie w swojej wymowie jak poczciwy angielski bestseller Evelyna Waugh - „Powrót do Brideshead". Ta wydana w 1945 roku powieść, pisana była przez 40-letniego autora w czasie przepustek z frontu II wojny światowej i była przykładem świata alternatywnego: jej akcja nie rozgrywała się pośród okopów i huku działań wojennych lecz w luksusach i pałacowych wnętrzach rozbawionej arystokratycznej Anglii lat 30.



Waugh był trudnym facetem. Pchał się na wojnę, ale nie miał zdolności wojskowych. Dzięki przyjaźni z Randolphem, synem premiera Churchilla, został kapitanem brytyjskich marines, ale nie miał posłuchu wśród podwładnych: dowcipkowano nawet, że ci ostatni chętniej strzelaliby do niego niż do wroga. Często wysyłano go więc na zaplecze frontu, żeby mógł pisać swoje powieści.

W „Powrocie do Brideshead" dokonał swoistego podsumowania swojego przedwojennego życia. Skonstruował pamiętnik, w którym niczym w krzywym satyrycznym zwierciadle pokazał wszystko, co było dla niego ważne: główny bohater, Charles Ryder, tak jak on pochodzi z londyńskiej klasy średniej, otrzymuje staranne konserwatywne wykształcenie w szkole anglikańskiej, co czyni go - na opak - agnostykiem, zdaje na studia w Oksfordzie, gdzie z jednej strony przeżywa przygodę homoseksualną a z drugiej - poznaje podziwiany przez siebie świat angielskiej arystokracji.



Dokładnie tak samo było w życiu Evelyna Waugh! Nieszczęśliwe małżeństwo z córką lorda Burghclere zakończyło się skandalem i rozwodem...


Talent satyryczny, jaki uczynił z Waugh „następcę Georga Bernarda Shaw", pozwolił mu nie tylko z pasją i złośliwością karykaturować przedwojenną Anglię, ale także rozprawić się z czymś co stanowiło dla niego prawdziwy problem: z wpływem religii na życie znanych mu rodzin. Prawdziwą bohaterką powieści stała się Lady Marchmain, bogata arystokratka, która swoim doktrynalnym katolicyzmem zatruwa życie swoich najbliższych i w rezultacie doprowadza do rozpadu rodziny.



Dla Waugh katolicyzm to była ważna sprawa. Najpierw jego starszego brata wyrzucono z katolickiej szkoły za to, że opisał panującą w niej obyczajową rozwiązłość a jemu samemu zakazano do niej wstępu. Potem - w trakcie studiów w Oxfordzie i swojego homoseksualnego epizodu - przyjął postawę laicką, by około trzydziestki dokonać konwersji i zostać wierzącym katolikiem, ożenić się z kolejną katolicką arystokratką i mieć z nią siedmioro dzieci...




Postać Lady Marchmain jest więc satyrą na obie strony: oskarżeniem i prowokacją zarazem; groteską i lamentem. I tak właśnie zobaczyła ją w najnowszej ekranizacji „Powrotu do Brideshead" Emma Thompson, pozostająca bez wątpienia główną atrakcją tego przedsięwzięcia. W jej interpretacji Lady Marchmain jest karykaturą, która zamienia się w posągową bohaterkę z greckiej tragedii znoszącą z wyniosłą pokorą wyrok Losu. Jest powściągliwa i wytrawna niczym dobre wino - bez przerysowań i folgowania pragnieniu zwrócenia na siebie uwagi. Silna twardością wielkanocnej wydmuszki.




Pozostałe aspekty tej ekranizacji w reżyserii Juliana Jarrolda nie odbiegają od dobrej profesjonalnej przeciętnej brytyjskiego kina: nienaganny styl, wiarygodna scenografia, starannie zaprojektowane kostiumy i pociągająca aura pierwszej połowy XX stulecia. Opowieść toczy się nieśpiesznie, ale płynnie - bez potknięć i fałszów, czyli tak jak przyzwyczaiły nas do tego choćby filmy z wielkiej klasyki Jamesa Ivory'ego (Pokój z widokiem, Maurice, Powrót do Howards End czy Okruchy dnia).

W pamięci zostają obrazy „rozpustnych" studentów z Oksfordu, libertyńska Wenecja i konserwatywny pałac w Brideshead z górującym nad nim cieniem właścicielki: surowej i nieszczęśliwej Lady Marchmain, która wierzy, że to co piękne, dobre i szczęśliwe spotka ją dopiero po śmierci...

Podziel się
oceń
28
2

komentarze (61) | dodaj komentarz

Vicky Cristina Barcelona - felieton wizualny

poniedziałek, 09 marca 2009 19:05
Najnowszy film Woodego Allena, za udział w którym Penelopa Cruz otrzymała Oscara, trudno uznać za film. To raczej rodzaj literackiego felietonu, opowiedzianego za pomocą środków wizualnych. Nie ma tu jednak widowiska. To raczej allenowsko dowcipne mamrotanie neurotyka na temat miłości. Bez przekonania i bez odkrywania Ameryki. Bo mamy tu raczej odkrywanie Europy...



Allena zasypano za ten film pochwałami, czuję się więc nieswojo nie podzielając ogólnego entuzjazmu. Jednak nie słyszałem w „Vicky Cristinie Barcelonie" naprawdę dowcipnych dialogów, jak te z „Manhattanu" czy „Annie Hall" (mimo że pisze się tu i tam, że właśnie są dowcipne) zaś refleksja o istocie miłości, z jaką tu się spotykamy nie ma w sobie ani świeżości ani lekkości, ani wdzięku. Jest za to w niej sporo wysiłku w upozowaniu się na styl „almodovarowski".

To, co inni nazywają przyczyną sukcesu nowego filmu Woodego Allena ja uważam za słabość. Fascynacja hiszpańską emocjonalnością widzianą przez filtr estetyki Pedro Almodovara dodaje co prawda stylowi Allena efektowności, ale świadczy też o jego wypaleniu. Historia dwóch Amerykanek, które postanawiają spędzić wakacje w Barcelonie i poszukać tu inspiracji dla siebie a popadają w zawirowanie miłosne za sprawą zmysłowego hiszpańskiego malarza, granego przez bardzo seksownego Javiera Bardema, ma w sobie coś z fałszywej fascynacji Europą typowej dla amerykańskiej inteligencji.



Europa jawi się w tej optyce jako ziemia nieokiełznana, pełna dziwaków i szaleńców. Uosabia ją była żona naszego malarza, Maria Elena, grana przez Penelope Cruz. Zaangażowanie tej aktorki też zresztą było ukłonem w stronę Almodovara, który niegdyś ją wylansował. Czy Cruz rzeczywiście gra oscarowo? Hmm... jest ekspresyjna co na tle grających „szemrząco" Scarlett Johansson (duże rozczarowanie) i Rebeki Hall wygląda efektownie. Ale tylko tyle. O żadnej kreacji nie ma mowy.



Allen inteligentnie posługuje się pożyczonymi rzeczami Almodovara robiąc wrażenie, że o coś mu chodzi. Ale tak nie jest. Poziom refleksji na temat „czym jest miłość, czym namiętność, czym skazanie na siebie" nie odbiega niestety od złotych myśli znanych z prasy kobiecej. To nie jest poziom ostrego jak brzytwa i dowcipnego honorowego błazna z Nowego Jorku!



Mam wrażenie, że felieton (i ten prasowy, i filmowy) to gatunek anachroniczny, typowy dla inteligencji XX wieku. W naszym nowym wieku wygląda jak zabawny bibelot bez konkretnego zastosowania. Taki też jest ten film. Można obejrzeć, ale nie warto obiecywać sobie po nim zbyt wiele...

Podziel się
oceń
11
3

komentarze (67) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  311 376  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Tomasz Raczek - krytyk filmowy, publicysta, wydawca oraz autor programów radiowych i telewizyjnych. Ukończył wydział wiedzy o teatrze w warszawskiej Akademii Teatralnej. Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w tv, jak i drukowanych w prasie i książkach. Laureat "Wiktora" oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej (m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).
Publikował na łamach "Rzeczpospolitej", "Polityki", "Teatru", "Kina", "The European", "The Montreal Gazette", "Wprost".
Jest autorem książek "Karuzela z idolami", "Pies na telewizję", "Karuzela z madonnami", "Karuzela z herosami" oraz napisanych wspólnie z Zygmuntem Kałużyńskim: "Perłowej ruletki", "Poławiaczy pereł", "Pereł do lamusa" i pięciotomowego leksykonu filmowego "Perły kina".+
Prowadzi własne wydawnictwo książkowe Latarnik, zajmujące się wydawaniem książek o mediach i pisanych przez ludzi mediów.
www.latarnik.com.pl

Zaproszenie

Mamy zaszczyt zaprosić Państwa na Ring Medialny z udziałem Tomasza Raczka organizowany przez słuchaczy Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR na Uniwersytecie Wrocławskim, który odbędzie się 4 kwietnia 2009 o godz. 15:50 w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej (ul. Joliot Curie 15, Wrocław). „Ringi medialne” to cykl otwartych spotkań, które dają szansę studentom oraz wszystkim zainteresowanym na spotkanie ze znamienitymi gośćmi ze świata mediów, polityki i nauki. W poprzednich edycjach Ringów w narożniku zostali postawieni m.in. Monika Jaruzelska, Monika Luft, Janina Paradowska, Dariusz Doliński, Maciej Sowiński, Sławomir Piechota, Jarosław Duda, Piotr Pytlakowski. W tegorocznej edycji, oprócz Tomasza Raczka, odpierać ciosy będą: Łukasz Grass, Magdalena Środa, Tomasz Siekielski i Andrzej Morozowski. Organizacja Ringów, ich oprawy oraz promocji, za którą odpowiedzialni są Słuchacze Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR, jest jednocześnie szansą na realizację projektu dużego eventu i jednym z elementów wymaganych do otrzymania dyplomu.

Polecamy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 311376

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Wizytówka


http://pu.i.wp.pl/?k=NDAxMTQ5NDAsNDkyODM4&f=Closeup.jpg

Lubię to