Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 841 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wielka cisza

środa, 28 listopada 2007 21:12
 Rok, który minął nie zapisał się w historii kinematografii wielkimi dziełami. Pomimo rozgłosu nadawanemu wielu wysokobudżetowym tytułom, żadnemu z nich nie udało się uzależnić od siebie naszej wyobraźni. Tylko na chwile zanurzaliśmy się w ich światach, po czym wracaliśmy do naszego życia w żaden sposób nie zmienieni, nie poprawieni, nie wstrząśnięci.
Może dlatego największe wrażenie zrobił na mnie w roku 2007 film… dokumentalny szwajcarskiego reżysera Philipa Gröninga, opowiadający o klasztornym życiu mnichów elitarnego zakonu kartuzów. Gröning przez 19 lat zabiegał o zgodę na zrealizowanie tego filmu. Dostał ją jako pierwszy filmowiec w historii pod jednym wszakże warunkiem – przez kilka miesięcy musiał zamieszkać w klasztorze przyjmując wszystkie reguły zakonu, w żaden sposób nie zakłócając spokojnego życia braci. Powstał w ten sposób film „Wielka cisza”. Jego mottem stały się słowa: „Tylko w nieskończonej ciszy, można zacząć słyszeć. Tylko tam, gdzie nie ma słów, można zacząć widzieć.”
Wydawałoby się, że „Wielka cisza” nie może liczyć na zainteresowanie współczesnych widzów przyzwyczajonych do wielkich elektronicznych widowisk, hollywoodzkiego systemu gwiazd, błyskotliwych dialogów, brawurowego montażu i muzyki, która towarzyszy obrazom od początku do końca seansu… A tu przecież tylko cisza. Zupełna cisza. Nie mówi się, nie słucha się, nie gra, nie śpiewa. Prawie.
Nie ma gwiazd i nie ma dialogów. Film jest długi a na końcu nie czeka nas suspense ani happy end. A jednak to właśnie ten film uważam za najważniejszy z tytułów, które pokazano na polskich ekranach w roku 2007!
„Wielka cisza” wciąga jak narkotyk i działa na nerwy lepiej od xanaxu. Podobno psychologowie zapisują ją swoim pacjentom jako terapię. I sprawdza się. Po obejrzeniu „Wielkiej ciszy” nabieramy szacunku… do siebie, bo zaczynamy się sobie przyglądać. Odkrywać swoje potrzeby, myśli, lęki i sposoby na ich ukojenie.
Ten film jest dokumentalnym zapisem życia mnichów w klasztorze Grand Chartreseuse położonym malowniczo w Alpach francuskich. Reguła kartuzów jest niezwykle surowa: nakazuje ascetyczne życie, nie tylko bez wygód i dostępu do nowoczesnych środków komunikowania ale także bez prawa do prowadzenia rozmów między sobą. Treścią życia mnichów ma być tylko modlitwa i rozmowa z Bogiem. Paradoksalnie okazuje się, że takie życie nie jest ani jednostajne, ani nudne. Jest za to pełne koncentracji i wytężonego myślenia. Nie zdarzają się tutaj samotność, chandra, frustracja, ani wybuchy gniewu. Trwa zapatrzenie w siebie, bo właśnie tam można znaleźć początek drogi do Boga. I do wewnętrznego spokoju.
Ten piękny, harmonijny i uzdrawiający psychicznie film został ostatnio wydany na dvd. Można go mieć pod ręką. Można przenosić się dzięki niemu do klasztoru kartuzów ilekroć zapragniemy otrząsnąć się z  gwaru przypadkowych głosów i codziennego pośpiechu. Po kilku minutach projekcji zaczynamy odczuwać jak budzi się gdzieś w głębi nas – nasze własne „ja”. Zaczynamy słyszeć swoje myśli. Możemy je uporządkować. Na opustoszałym nagle horyzoncie łatwiej dostrzegamy właściwe proporcje. Naprawdę, czarodziejski film!

Podziel się
oceń
2
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Gwiazdy na przynętę

środa, 07 listopada 2007 22:59
Aktorzy dostają różne role: duże i małe, heroiczne lub charakterystyczne, ambitne albo wręcz przeciwnie - schematyczne. Przyzwyczaili się do tego, że częścią ich zawodu jest umiejętność dobrego wyboru roli i współpracowników. Jeśli są gwiazdami nagradzanymi za talent i osobowość, mają dostęp do najciekawszych projektów i najlepszych reżyserów. Dlatego między innymi z góry zakładamy, że jeśli na afiszu pojawiają się sławne i szanowane nazwiska takie jak Meryl Streep, Robert Redford czy Glenn Close, to jest to swoisty znak jakości – film musi być dobry. Tymczasem coraz częściej tak nie jest. Czyżby wielkie gwiazdy straciły rozeznanie w sytuacji, czyżby w swoich artystycznych wyborach się myliły?
Myślę, że tak nie jest. Ale wybitne osobowości, mające na koncie wiele nagród a wśród widzów gigantyczny kredyt zaufania, czasem z rozmysłem pozwalają się użyć dla reklamy filmów, które z artystycznego punktu widzenia nie są zbyt udane, mają jednak ważne przesłanie. Krótko mówiąc godzą się na to, by zagrać rolę przynęty.
Nie szukajmy daleko. Oto na ekranach mamy film „Ukryta strategia”. Obsada doborowa: Meryl Streep, Robert Redford i Tom Cruise. Wybieramy się do kina myśląc, że to będzie przebój. Ale nic z tego. Film okazuje się kameralną, telewizyjną produkcją złożoną z samego gadania i to w dodatku nie najwyższego lotu. Nie będę państwa zwodził – jest po prostu nudny. Gwiazdy, które nas przyciągnęły do kina, grają role szeleszczące papierem, o nakreśleniu prawdziwych charakterów nie ma tu w ogóle mowy. A więc dlaczego? Co się stało? W jakiej grze przyszło nam uczestniczyć?
W szlachetniej grze! Film wyreżyserował sam Redford i zadbał o to, by było w nim silne antywojenne i patriotyczne przesłanie. „Ukryta strategia” to publicystyczna polemika z amerykańską polityką zagraniczną, kwestionująca zasadność wojny w Afganistanie i sposób informowania o niej opinii publicznej, w wyniku czego w Amerykanach rośnie nieufność do swoich przywódców. A wśród młodego pokolenia zanika odruch patriotyczny. To z tego powodu, „dla sprawy” zgodzili się zagrać w filmowej pogadance wybitni aktorzy. Sami siebie potraktowali jako przynętę wierząc, że dzięki temu z ważnym ich zdaniem politycznym przesłaniem zapozna się więcej widzów.
Nieco podobny charakter miał udział tejże Meryl Streep oraz modnych obecnie aktorów – Reese Witherspoon i Jake’a Gyllenhaala w filmie „Transfer”, opowiadającym w tonacji thrillera o metodach śledczych stosowanych obecnie przez CIA i o szantażowaniu społeczeństwa nadużywanym lecz zamykającym wszystkim usta podejrzeniem o terroryzm. Rezultat artystyczny niestety przeciętny, ale sprawa godna zainteresowania nią opinii publicznej!
Ale jak wytłumaczyć obecność plejady doskonałych aktorów w obsadzie filmu „Wieczór”? Afisz znowu wygląda fantastycznie: Vanessa Redgrave, Meryl Streep, Glenn Close, Toni Colette, Claire Danes, Natasha Richardson. Będzie przebój? A skąd! Film w reżyserii Lajosa Koltai („Malena”) nie udał się. Ma wszystkie możliwe błędy reżyserie – po prostu rozłazi się w oczach, rozpada na kawałki, potyka o słowa, ujęcia, kalki. Jest kiepski. Glenn Close gra rolę drugoplanową w sposób tak przerysowany, że reżyser za dopuszczenie do tego powinien się smażyć w piekle (filmowym). A więc co się stało tym razem? Dlaczego wszystkie te wybitne aktorki zgodziły się wziąć udział w produkcji? Czy to kolejny przypadek angażu „na wabia”?
Nie, tym razem nadzieje były inne. Chodziło prawdopodobnie o to, że autorem scenariusza był Michael Cunningham i założono, że – tak jak w przypadku jego poprzedniego scenariusza do „Godzin” - znowu powstanie dzieło wybitne. Film zawiódł, ale afisz pozostał atrakcyjny. Tym razem nazwiska wybitnych aktorów mają więc pomóc zwrócić koszty poniesione na produkcję.
Jaki zaś morał z tej krótkiej grudniowej wyliczanki? Nie wszystko złoto, co jest podpisane dobrym nazwiskiem! Tak jak w przypadku wszystkich innych towarów, filmów nie należy oceniać po metkach…

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  313 286  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Tomasz Raczek - krytyk filmowy, publicysta, wydawca oraz autor programów radiowych i telewizyjnych. Ukończył wydział wiedzy o teatrze w warszawskiej Akademii Teatralnej. Stworzył słynny duet z Zygmuntem Kałużyńskim znany z zażartych sporów o filmy prowadzonych zarówno w tv, jak i drukowanych w prasie i książkach. Laureat "Wiktora" oraz nagród za osiągnięcia w dziedzinie krytyki artystycznej (m.in. Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego).
Publikował na łamach "Rzeczpospolitej", "Polityki", "Teatru", "Kina", "The European", "The Montreal Gazette", "Wprost".
Jest autorem książek "Karuzela z idolami", "Pies na telewizję", "Karuzela z madonnami", "Karuzela z herosami" oraz napisanych wspólnie z Zygmuntem Kałużyńskim: "Perłowej ruletki", "Poławiaczy pereł", "Pereł do lamusa" i pięciotomowego leksykonu filmowego "Perły kina".+
Prowadzi własne wydawnictwo książkowe Latarnik, zajmujące się wydawaniem książek o mediach i pisanych przez ludzi mediów.
www.latarnik.com.pl

Zaproszenie

Mamy zaszczyt zaprosić Państwa na Ring Medialny z udziałem Tomasza Raczka organizowany przez słuchaczy Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR na Uniwersytecie Wrocławskim, który odbędzie się 4 kwietnia 2009 o godz. 15:50 w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej (ul. Joliot Curie 15, Wrocław). „Ringi medialne” to cykl otwartych spotkań, które dają szansę studentom oraz wszystkim zainteresowanym na spotkanie ze znamienitymi gośćmi ze świata mediów, polityki i nauki. W poprzednich edycjach Ringów w narożniku zostali postawieni m.in. Monika Jaruzelska, Monika Luft, Janina Paradowska, Dariusz Doliński, Maciej Sowiński, Sławomir Piechota, Jarosław Duda, Piotr Pytlakowski. W tegorocznej edycji, oprócz Tomasza Raczka, odpierać ciosy będą: Łukasz Grass, Magdalena Środa, Tomasz Siekielski i Andrzej Morozowski. Organizacja Ringów, ich oprawy oraz promocji, za którą odpowiedzialni są Słuchacze Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i PR, jest jednocześnie szansą na realizację projektu dużego eventu i jednym z elementów wymaganych do otrzymania dyplomu.

Polecamy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 313286

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Wizytówka


http://pu.i.wp.pl/?k=NDAxMTQ5NDAsNDkyODM4&f=Closeup.jpg

Lubię to